Mazurska książka kucharska: risotto pomidorowe

Standardowy

Dryfując po wodach, lasach i polach Warmii i Mazur lub, mówiąc mniej poetycko, kempingując w samym centrum niczego, zazwyczaj nie mamy jak i kiedy przygotować godziwego posiłku. Przez godziwy rozumiem tu posiłek, który nie został przed podgrzaniem wyjęty z puszki lub w celu przygotowania zalany wrzątkiem. Oczywiście nikt (choć może są tacy maniacy) na kempingu nie będzie gotował przez 4 godziny delikatnego rosołku na indyczych szyjach, ani redukował pół dnia dosmaczonego calvadosem grejpfrutowego sosu do zapiekanej wątróbki wołowej. Nie wspominam nawet o tym, że składniki na te specjały mogą być trudno dostępne w jedynym w promieniu 10 km wiejskim sklepie. Po prawdzie nie kupimy ich raczej nawet w największym supersamie, jeśli w okolicznej mieścinie takowy się znajduje (w Świętajnie, koło którego byłem, są nawet dwa i w żadnym nie ma wspomnianych składników).

Nie jesteśmy wszak skazani na tzw. ‚wygodne jedzenie‚, które najczęściej, choć łatwe w przygotowaniu, w smaku i konsystencji przypomina papkowatą albo gumiastą słoną masę. Jednak nawet na kempingu możemy urządzić ucztę Trymalchiona!

Mój tegoroczny pobyt w raczej spartańskim ośrodku wędkarskim, w którym byłem otoczony przez kotlety mielone i kiełbasę z grilla (sic! – ryba wcale nie zdominowała stołów, a jej nęcący zapach wyczułem tylko raz w ciągu 2 tygodni), upłynął pod sztandarem risotta.

Sam jestem zdziwiony, gdyż dotychczas traktowałem tę potrawę jako szczyt wykwintności podawany tylko w najlepszych restauracjach. Z tych też powodów (i z wrodzonego snobizmu) zawsze przygotowałem ją z najlepszych składników: domowego bulionu z rozmarynem i nacią pietruszki, ryżu arborio, koniecznie z parmezanem (nigdy tartym, dostępnym w saszetkach) lub serem Grand Padamo. Oczywiście, jak wykazałem już wcześniej na wsi jest to niepomyślane. Postanowiłem podjąć walkę ze sobą i uprościć przepis, dostosować go do warunków: ograniczonych możliwości sprzętowych i ubogiej oferty sklepów. Ostatecznie stworzyłem dwa proste przepisy, z którymi poradzi sobie nawet ten, kto nigdy risotta na oczy nie widział, tym bardziej nie robił.

Obydwa przepisy są dla 2 osób. Jest to wariant optymalny w warunkach polowych. Wraz ze wzrostem liczby biesiadników, zwiększa się nieprawdopodobieństwo wykonania potrawy. Przy 4 osobach potrzeba większych naczyń i więcej czasu. Gdy liczba gąb do nakarmienia wzrośnie do 8, darujmy sobie. I tak na pewno połowa nie wie, co to jest risotto, a poza tym w ogóle nie lubi ryżu.

Przejdźmy jednak wreszcie do rzeczy, czyli do pierwszego przepisu (przepis drugi podam niebawem, w oddzielnym wpisie).

Risotto mazurskie: banner

Potrzeba Ci będzie sprzętu takiego: garnka o pojemności nieco ponad 1 l, średnich rozmiarów patelni, deski do krojenia, warząchwi abo filiżanki, abo kubka małego, dobrze ostrego noża i deski do krojenia w parze, jednej maszynki elektrycznej abo gazowego planika. Na końcu dwóch głębokich talerzy w komplecie z dwoma widelcami, co jest konieczne do konsumpcji kulturalnej.

Weź teraz składniki: litr wody pitnej, kostkę bulionową (warzywną, drobiową lub mieszaną), puszkę koncentratu pomidorowego, saszetkę* lub 100 g ryżu długoziarnistego**, średnią cebulę, mozarellę*** jedną, co jest około 125 gramów, cztery zacne**** plastry masła, cztery ząbki czosnku czy to świeżego, czy marynowanego, dwie łyżki oleju (lub dodatkowe dwa plastry masła) i jedną cukru, sól, pieprz i co masz do smaku możesz dodać.

Preparacje tak rozpocznij – zagotuj litr wody i rozpuść w nim kostkę rosołową. Gotowy bulion odstaw, a jeśli bogowie są Twoimi sprzymierzeńcami, nie ostygnie całkiem, dopóki nie będzie potrzebny. Teraz siekaj szybko a drobno cebulę i czosnek, w większą kostkę skrój sera. Zeszklij żwawo dwa pierwsze na oleju lub maśle roztopionym, ser pozostaw na potem. Zanosząc modły do boskiej przemyślności, uwolnij ryż z saszetki i hojnie dorzuć na patelnię. Wszystko smaż jeszcze chwilę (w duchu przeliczaj do 20), mieszając. Warząchwią dolej na patelnię porcję bulionu, aż zaskwierczy. Cały czas mieszaj pilnie. Gdy już ryż prawie bulion wchłonie, dolej kolejną porcję i tak dalej, aż ryż będzie ‚na ząb‚ – już miękki, ale jeszcze twardy (do tego zwykle 3,5 warząchwi bulionu trzeba, ale wiele od ryżu samego zależy). Teraz włóż cały koncentrat pomidorowy, dobrze wymieszaj i dodaj też cukru. Ciągle mieszając, czekaj, aż wszystkie soki zostaną wchłonięte. Szybko dorzuć masła i dokładnie je rozpuść w potrawie. Teraz sypnij serem i gdy się rozmiesza całkiem na gładko, spróbuj dania i przyprawami do gustu dosmaczaj.

Oto i gotowe, czerwone, mazurskie, risotto pomidorowe:

Risotto pomidorowe: gotowa potrawa

____________________
* Kupienie ryżu w saszetkach jest doskonałym pomysłem, gdyż ryż jest już podzielony na 100-gramowe porcje; taki ryż w saszetkach powinien być dostępny nawet w wiejskich sklepach, gdyż bardzo się ostatnio upowszechnił
** Do risotto, jak już pisałem, stosuje się ryż arborio. Nie sposób go jednak dostać na wsi. Najlepiej zastąpić go ryżem długoziarnistym, nigdy tym oznaczonym jako parboiled – zupełnie nie nadaje się on na rosotto, gdyż za szybko się gotuje.
*** Mozarellę czasem udaje się kupić na wsi. Jeśli jednak jej nie dostaniesz, nie rozpaczaj. Kup około 125 gramów dowolnego miękkiego sera żółtego – też się nada, choć smak będzie inny (równie dobry).
**** Plastry masła winny być grubsze, tak około 0,5 cm na oko.

5 responses »

  1. Ciekawe risotto. Czasami można znaleźć ryż arborio w saszetkach. A jako przyprawę dodałabym tymianek, najlepiej skubnięty z czyjegoś ogródka.

  2. Ireno, nie wiem, na jaką wieś jeździsz, ale tam, gdzie ja byłem, ludzie w ogródkach mają kury i kapustę. Jak znajdziesz natkę pietruszki, to Ci pogratuluję. Będąc tam na wsi, zauważyłem, że bardzo idealizujemy wieś. Gospodarstwa były tam mocno ograniczone, nie uprawiano tam zbyt wiele rodzajów roślin. W sklepach i na tagach można było dostać jabłka i gruszki. O innych owocach należało zapomnieć. Także niestety, tymianku nie miałem…

  3. Na podlaską wieś, tam mają pietruszkę w ogródkach (kury i kapustę też). Tymianek jest to jednak zagraniczne zielsko i tymianku brak. Raz widziałam cukinię.

    Na Mazury zwykle wożę na własnym garbie większość jedzenia i przyprawy. I, oczywiście, kawiarkę. Była już na jeziorach, w podkrakowskich skałach i na Bałtyku.

    Moim ideałem jest to, co można zobaczyć w programie „Niewolnicy kambuza”: http://www.kuchnia.tv/program/?full/18006
    Piękne panie i piękni panowie pływają sobie pięknym jachtem po pięknym morzu od jednej pięknej greckiej wyspy do innej, jeszcze piękniejszej. Wieczorami cumują w cichych portach, kupują od miejscowych świeżą jagnięcinę, rybę, pomidory, bakłażany i inne cuda. Następnie przyrządzają z tego pyszne potrawy i jedzą z przyjaciółmi lub poznanymi w porcie ludźmi, popijając kolację greckim winem z miejscowej winnicy. Tak właśnie będę żyć, kiedy będę już obrzydliwie bogata.

  4. Irena! Ja widzę, że masz dokładnie to samo wyobrażenie życia, co ja! Ostatnio stwierdziłem, że żeglować mogę, pod warunkiem, że będzie to jacht z regularnymi pokojami pod pokładem, łazienką i pełną kuchnią. Wtedy nie ma sprawy. Ale w sypialni rozmiarów rury kanalizacyjnej po prostu spać nie będę. No i oczywiście muszę żeglować po idealnie błękitnych wodach tropikalnych lub gdzieś w okręgu śródziemnomorza. Żeby w okolicy były świeże owoce morza.😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s