Pamiętnik mazurski – cz. 1

Standardowy

W tym roku, jak wiedzą niektórzy, postanowiłem wybrać się na wakacje na wieś. Potrzebowałem ciszy, spokoju, relaksu. Chciałem odpocząć od zgiełku miasta. Nie była to wyprawa kulinarna, choć przecież w pewien sposób gastronomicznie inspirująca.

Na miejsce wypoczynku tendencyjnie wybrałem okolice jeziora Świętajno. Tendencyjnie, bo spędziłem tam pierwszych 18 wakacji swojego życia. Odkąd skończyłem dwa lata jeździłem z rodziną nad Świętajno co roku. Stacjonowaliśmy albo w ośrodku wędkarskim, albo u okolicznego gospodarza. Zawsze wybieraliśmy maleńką, położoną nad samym, doskonale czystym jeziorem i otoczoną pięknym, gęstym a jasnym lasem wieś Racibór (niesłusznie na większości map określaną jako Racibórz*). Tym razem też tam właśnie się wybrałem, i choć nie miałem zamiaru łowić ryb, zatrzymałem się właśnie w ośrodku wędkarskim. Warunki były dość spartańskie, kierownik ośrodka dwukrotnie narzekał na nasz pobyt (w końcu wędkarzami nie jesteśmy), ale ogólnie było przyjemnie.

Nie miejsce to na dłuższe wywody na ten temat, bo wszak blog ten z założenia nie miał być szczególnie osobisty, a poświęcony wyłącznie gastronomii i naukom okołojedzeniowym. Postanowiłem jednak w kilku wpisach zamieścić mój pamiętnik z tegorocznej wyprawy, a żeby nikogo nie zanudzać opowieściami, wybrałem formę fotoreportażu, nieco już zapomnianą niestety.

Na początek mapka poglądowa okolic, w których byłem. Niebieskim znacznikiem jest mniej więcej zaznaczony Racibór, gdyż mapa Google w ogóle nie odnotowuje tej miejscowości.

Rozpocznijmy wycieczkę.
Widok na główny budynek ośrodka wędkarskiego w RaciborzeOto główny budynek ośrodka (widok od strony jeziora, czyli z samego ośrodka). Tam właśnie urzęduje ów z lekka irytujący kierownik, Pan Henio. Biorąc pod uwagę, że na szczęście przez większość czasu siedzi tylko przed wejściem do tego budynku i pali tanie papierosy, doszliśmy do wniosku, że musi tam być na swoistym zesłaniu – po latach przynależności do Polskiego Związku Wędkarskiego dorobił się jeno stanowiska kierownika Stanicy Wędkarskiej i nieznacznej władzy nad bandą irytujących wczasowiczów.
Budynek jest poniemiecki i zaopatrzony w imponującą piwnicę, taką prawdziwą, murowaną, wilgotną i zimną. Byłem w niej raz, może dwa, jako dziecko i bylo to dla mnie niezwykłe przeżycie.

Tabliczka z numerem domku: 1abW ośrodku jest kilka domków. Nasz nosił numer 1ab i był podzielony na dwa pokoje, jak nietrudno się domyślić pokój a i pokój b. Oba pokoje mają wspólną kuchnię. My zajmowaliśmy pokój a i dzięki siłom niebieskim nikogo nam nie dokwaterowano.

Widok na wejście do domkuTak wyglądało główne wejście do siedziby naszej rezydencji. Jak widać, zaopatrzone nawet w moskitierę.

Wnętrze kuchniKuchnia nie zachęcała szczególnie do długich w niej pobytów i konstruowania wymyślnych dań. Nie mieliśmy gazu, więc działa tylko maszynka elektryczna widoczna po lewej. Zdjęcie nie obejmuje niestety zaimprowizowanego z miski, wiadra i czerpaka zlewu.

Widok na ośrodek spod naszego domkuNa szczęście ośrodek jest zadbany, są w nim niewielkie kwietniki – przy każdym domku właściwie. Nasz wychodził na pawilon, w którym mieściły się łazienki (bez toalet) i zmywalnia, a u którego stóp był właśnie taki kwietnik. W wąskim przejściu między kwietnikiem a domkiem stał plastykowy stoli – jak nie padało miło było jeść na zewnątrz.

Fioletowy kwiatJeden z kwiatków naszego małego ogródka koło domku. Nie wiem, co to za kwiat, i nie będę sprawdzał, bo botanikę mam w planach realizacji zainteresowań najwcześniej za dwa lata.

Widok od domku na pomostWidok na pomost, na którym nawet od czasu do czasu ktoś łowił ryby. Wędkarze jednak nie dopisali zbytnio. Nie wypływali raczej na jezioro, a jak tylko zaczynało kropić, to kładli wędki na pomoście, przyciskali pniakami i uciekali do domku, porzucając myśli o rybach.

Wiszący na jednym z domków wyciąg z regulaminu, stwierdzający, że osoby przebywające w ośrodku mają obowiązek wykonać wskazane przez kierownika prace społeczne na rzecz ośrodkaWieje dawanymi czasy. Przypomina mi się, jak w innym ośrodku, w Mojtynach, kierownik zarządził jakieś prace społeczne, rąbanie drwa czy coś. Mój ojciec oczywiście stanowczo temu pomysłowi się sprzeciwił i tym samym wkroczył na ścieżkę wojenną z kierownikiem, który od tej pory starał się uprzykrzyć nam pobyt, jak tylko mógł. W rewanżu mój rodziciel powiesił w zmywali pęto kaszanki z karteczką „Mózg kierownika”. Co za afera była – kierownik tropił winnego po cały ośrodku, ale nie znalazł.
Nam na szczęście prac nie zlecano.

Idę w stronę wędzarni rybJakby kazano nam społecznie drwa rąbać, to bym się po prostu wypiął oczywiście (w końcu to tradycja rodzinna). Za mną widać wędzarnię ryb i suszarnię grzybów. Nikt już z tego dobrodziejstwa nie korzysta raczej, ale w końcu co tu wędzić, jak się ryby same na haczyk nie nadziewają, gdy wędkarze w domkach siedzą. Kiedyś to było co innego…

To koniec wycieczki po ośrodku wędkarskim w Raciborze. Kolejne części pamiętnika (jeszcze 2) zamieszczę niebawem.

____________________
* Tak liczne mapy określają tę miejscowość jako Racibórz, że ostatecznie doszliśmy do wniosku, że łatwiej będzie nazwę wsi zmienić, niż mapy nowe drukować. W końcu na dwóch tablicach, wjazdowej i wyjazdowej, starczyłoby „z” dokleić. Ja nawet do Targeo apelowałem, bo u nich też źle podpisane, ale się nie wzruszyli i nadal mają Racibórz nad Świętajnem.

3 responses »

  1. A dziękuję bardzo! Ja na kwiatkach póki co znam się słabieńko. Niezapominajki rozpoznaje😛

  2. Tomasz, już zapomniałam tę przednią historię o kaszance! Dzięki za przypomnienie.
    Ogólnie jednak nasz nienawiść, która jest siłą napędową naszego związku, wzrosła znacznie po tum fotoreportażu, bo zazdrość mię zdjęła okrutna. Też tak chcę urlopować!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s