Food Inc.

Standardowy

W piątek, 23 października, rozpoczął się w Warszawie pierwszy przegląd filmów kulinarnych. Trochę zbyt późno się o nim dowiedziałem, a okazało się, że zainteresowanie festiwalem jest ogromne. Na pierwszy pokaz poszedłem więc dopiero wczoraj. Ucieszyłem się dostawszy bilety na film Food Inc., gdyż była to projekcja, na której najbardziej mi zależało.

Food Inc. to film dokumentalny, trochę w stylu sławnego Supersize Me. Odkrywa kulisy amerykańskiego przemysłu spożywczego. Na film wybierałem się z bardzo sceptycznym nastawieniem. Przygotowywałem się na symfonię narzekań i zawodzeń na temat tzw. ‚chemicznego jedzenia‚, z którym to pojęciem walczę. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zostałem pozytywnie zaskoczony. Food Inc. to bardzo przyzwoity film, który wieloaspektowo naświetla problemy związane ze wzrostem produkcji jedzenia (związanego oczywiście w pewnym stopniu ze wzrostem popytu na nie) oraz coraz większym stopniem przetworzenia żywności.

GMO

Jednym z problemów poruszonych w filmie były uprawy roślin modyfikowanych genetycznie (znany problem GMO = Genetic Modified Organism = Genetycznie Modyfikowany Organizm), głównie soi i kukurydzy. Wiele słyszałem obiegowych opinii na temat GMO, ale po raz pierwszy zrozumiałem, dlaczego można mieć obiekcje w stosunku do takich upraw.

Opinie obiegowe: GMO jest szkodliwe dla zdrowia. Wszczepianie roślinom genów, np. pochodzenia zwierzęcego, może istotnie wpływać na kondycję człowieka – wywoływać choroby, a nawet powodować mutacje genów w ludzkich komórkach poprzez przenoszenie się obcych genów z roślin modyfikowanych.
Między innymi takie opinie do mnie dotarły. Jednak wedle mojej wiedzy, przenoszenie się genów z modyfikowanej soi, kukurydzy czy innej rośliny na komórki człowieka jest niezwykle mało prawdopodobne, jeśli nie niemożliwe. Oczywiście nie jestem ani genetykiem, ani biotechnologiem, ale, z tego co czytałem na ten temat, gen (a dokładnie fragment DNA, który po przepisaniu na RNA jest odpowiedzialny za powstanie jakiejś cechy) nie jest zdolny do samodzielnego przemieszczania się i wpasowywania w łańcuchu DNA innego organizmu, potrzebuje do tego jakiegoś wektora, np. wirusa. Dodatkowo nie stwierdzono jeszcze negatywnego wpływu GMO na człowieka. Dlatego tego typu argumenty przeciw GMO uznaję za raczej bezzasadne. (Osobom, które chcą powiedzieć, że to spisek i że ważne informacje są przed nami ukrywane na razie podziękuję. Osoby takie proszone są o uzyskanie wiarygodnych dowodów na to, że ktoś coś przed nami ukrywa. Dopóki siedzą w domu i nakręcają się teoriami spiskowymi, nie powinny być dopuszczane do głosu.)

Opinie firm biotechnologicznych: GMO jest niezwykle pożyteczną technologią. Wzrastająca liczba ludności na świecie przyczynia się do konieczności zwiększenia produkcji roślinnej. Jeżeli nie chcemy powiększać obszarów produkcyjnych (co byłoby ze szkodą dla środowiska), chcemy natomiast wprowadzić lepszą gospodarkę wodą i azotem, a jednocześnie wyżywić rosnącą populację musimy stosować GMO.
Z tym właśnie stwierdzeniem mam większy problem. Muszę bowiem przyznać rację, że rośliny dające lepsze plony, bardziej odporne, mniej wymagające są odpowiedzią na zapotrzebowanie rosnącej ilości ludzi na świecie. Jest w tym jednak pułapka. Została ona pokazana właśnie w filmie Food Inc. Pułapką tą są patenty. Firmy biotechnologiczne oczywiście patentują swoje wynalazki, czyli genetyczne modyfikacje – to zrozumiałe. Jednak wytwarza to sytuację, w której firmy te zyskują przewagę i uzależniają od siebie rolników. Nasion z opatentowanych modyfikowanych roślin nie wolno zachowywać celem przyszłorocznego zasiewu, gdyż stanowi to naruszenie patentu. Jest to sytuacja, która zdarzyła się po praz pierwszy w historii ludzkości – rolnik co roku musi kupować nowe nasiona, choć przecież zeszłoroczne plony mogły dostarczyć mu wystarczającej ilości materiału na kolejny zasiew. U nas problem ten jeszcze nie istnieje, ale w USA jest on ogromny. Rynek nasion jest tam w gruncie rzeczy oligopolem, w którym kilka firm rządzi wszystkim. Jedną z największych jest międzynarodowy gigant Monsanto. W filmie Food Inc. pokazano, jak firma ta uzależniła od siebie rolników, jak wywiera na nich presję. Każdy, kto nie podporządkuje się nowemu ładowi, prędzej lub później trafia na salę sądową. W filmie pokazano m.in. historię starszego mężczyzny, który był oczyszczaczem nasion – jeździł po farmach i oferował oczyszczenie nasion, aby te mogły być użyte do ponownego zasiewu (nie wnikam w szczegóły tego procesu, bo się na tym nie znam). Został oskarżony o zachęcanie rolników do łamania prawa patentowego. Próbował się bronić, ale w końcu zabrakło mu pieniędzy na dalsze potyczki sądowe i musiał podpisać ugodę z firmą Monsanto. Firma ta (jak i wiele innych) odmówiła udzielenia wywiadu do filmu. Jej oficjalne stanowisko jest zgodne z przytoczoną przeze mnie powyżej opinią – biotechnologia istotnie przyczynia się do zapobiegania głodowi na świecie.

Ostatecznie na razie nie wypowiem się w kwestii GMO. Zbyt mało wiem na ten temat i zajęcie jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie nie byłoby rozsądne. Przychylam się co prawda do opinii naukowców, że GMO nie jest szkodliwe dla człowieka (a raczej ufam tej opinii, bo sam problemu przecież nie badałem), ale nie mogę jednoznacznie opowiedzieć się za lub przeciwko uprawom GMO. Polecam rozwagę i wnikliwe studia nad zagadnieniem.

Hodowla zwierząt

Kolejnym problemem poruszonym w filmie była hodowla zwierząt. Na co dzień nie zastanawiamy się ani przez chwilę, skąd bierze się mięso, mleko i jaja na naszym stole. Tymczasem kury hodowane są w skandalicznych warunkach, stłoczone na małej przestrzeni, często pozbawione światła, już od chwili narodzin traktowane są jak kawałek mięsa. Dodawane do paszy hormony wzrostu powodują (i dotyczy to nie tylko kur), że zwierzęta tak szybko nabierają masy, że ich mięśnie nie wytrzymują tego. Kury zdolne są przejść tylko kilka kroków i padają na ziemię przytłoczone własnym ciężarem.
Z kolei trzoda chlewna oraz krowy i woły również hodowane są w ścisku, karmione mączką zwierzęcą lub kukurydzą, do których trawienia ich organizm nie są przystosowane. Brud, ścisk i nieodpowiednia dieta powodują, że zwierzęta te coraz częściej zapadają na liczne choroby.

Nie uważam diety wegetariańskiej za rozsądną, jednak jestem przeciwnikiem takiego traktowania zwierząt. Ja rozumiem, że przemysł chce produkować coraz więcej, aby zaspokoić potrzeby konsumentów, ale nie można, moim zdaniem, dopuścić do popadania w przesadę. Co jest prawdziwą przyczyną takiego stanu rzeczy? Na pewno wzrost zapotrzebowania na żywność odgrywa tu rolę, ale także chciwość. Wielkie przetwórnie przestają dbać o jakość, a zależy im wyłącznie na zysku.

Kolejny raz muszę podkreślić, że to co pokazano w filmie dotyczyło USA. W Polsce nadal w wielu miejscach hoduje się zwierzęta w bardziej humanitarny sposób. Co możemy zrobić, aby nie dopuścić do powstania takiej sytuacji jak w Stanach? Kupować tylko tyle, ile faktycznie nam trzeba. Jeśli to możliwe, kupować u okolicznych hodowców (bezpośrednio od nich). Nie jeść w fast-foodach! To właśnie wielkie sieci fast-food są największymi odbiorcami mięsa. Potrzebują ogromnych ilości tego surowca, co w znaczącym stopniu przyczynia się do zwiększenia produkcji, a wraz z tym do pogorszenia jakości hodowli.

Raz jeszcze o biedzie i braku czasu

W Food Inc. pokazano jeszcze jeden ciekawy problem. Problem, który na szczęście w naszym kraju nie jest aż tak nasilony. Otóż podobno w USA jedzenie typu fast-food oraz napoje gazowane są zasadniczo tańsze od warzyw i owoców! Pokazano na filmie rodzinę Latynosów, która zarabiała niewiele. Rodzice pracowali od rana do zmierzchu. Nie mieli czasu na gotowanie. Zresztą i tak, gdy wybierali się do supermarketu, szybko okazywało się, że niewiele są w stanie kupić za cenę posiłku w fast-foodzie. Np. w cenie jednego brokuła mogli kupić aż dwa zdaje się litrowe napoje Pepsi.

Szczęśliwie w naszym kraju posiłek w McDonald’s czy KFC nadal jest droższy od posiłku domowego, a za cenę jednego ogromnego brokuła z bazaru można dostać tylko małą Coca-colę. Jednak problemem zaczyna być, o czym pisałem poprzednio, zamykanie tanich jadłodajni. W takiej sytuacji fast-foody stanowią dobrze rzucającą się w oczy alternatywę.

W kuluarach

O ile początkowo myślałem, że zniesmaczy mnie niemerytoryczność filmu, tak po wyjściu z kina okazało się, że niesmak pozostawiła tylko dyskusja po filmie. W dyskusji kilka osób z publiczności zaatakowało panie z Instytutu Żywności i Żywienia, krzycząc, że bezpieczna żywność to fałsz i mit. Po pierwsze, panie te nie są inspektorami, nie mają wpływu na jakoś produkcji, a działalność ich instytutu jest działalności badawczą i edukacyjną. Po drugie, jak zwykle osoby przypuszczające atak miały wiele zastrzeżeń do jakości jedzenia, ale żadnych pomysłów na jej poprawę. Jestem bardzo wyczulony na tego typu postawy. Rozumiem niepokój ludzi związany z jedzeniem. Jednak uważam, że jedyną sensowną postawą jest nabywanie świadomości tego, co się je, oraz przygotowywanie maksymalnej ilości posiłków w domu. Jeżeli natomiast ktoś uważa, że rolnicy go oszukują i produkują ‚chemiczne warzywa‚ i ‚sztuczne mięso‚ oraz że producenci jak jeden mąż fałszują jedzenie, błędnie je opisują i dodają do niego nielegalnych substancji, to takim osobom proponuję – jedzcie kredę!

Ciskanie dookoła oskarżeń naprawdę nie jest dobrą drogą. Na pewno warto dowiedzieć się najpierw, jak produkcja wygląda, jak przetwarza się żywność. Jeżeli stać nas na to i możemy to zrobić, zrezygnujmy z kupowanie płatków śniadaniowych zawierających syrop kukurydziany, wybierzmy płatki owsiane. Kupujmy dżemy o wysokiej zawartości owoców, a najlepiej róbmy je w domu. Starajmy się dowiedzieć, jak wygląda produkcja żywności i informujmy o tym znajomych. Jeżeli znamy inspektorów sanitarnych, którzy kontrolują zakłady produkcyjne, zachęcajmy ich do uczciwego wypełniania swoich obowiązków (łapówkarstwo jest niestety powszechne). W sklepach pytajmy o produkty producentów, którym ufamy, bo w ten sposób przyczynimy się być może do wzrostu popytu na nie. Ja postanowiłem wcielać te zasady w życie. Dziś zrobiłem pierwszy krok i wybrałem jaja z chowu ściółkowego (droższe o 0,20 zł za sztukę). Zapłaciłbym nawet jeszcze więcej i kupił te z chowu wolnowybiegowego, ale nie znalazłem takich. Szkoda… Będę o nie pytać. (Na marginesie: jaja, których pierwsza cyfra na stemplu to 3, to jaja z chowu klatkowego, gdzie kury są stłoczone i nie mogą się w ogóle poruszać, gdyż są zamknięte w klatkach przypominających szafy z szufladami; 2 oznacza chów ściółkowy, a 1 to chów wolnowybiegowy.)

* * *

Bardzo żałują, że film Food Inc. nie jest dostępny szerszej publiczności. To co tu opisałem, to tylko nieliczne zagadnienia pokazane w filmie i chciałbym, aby wszyscy mogli tę produkcję zobaczyć. Tymczasem naprawdę warto zasięgać informacji o tym, co jemy. Warto też czytać etykiety i jednak ufać producentowi, że w produkcie znajduje się to, co wypisano. Starajmy się do spraw żywności podejść racjonalnie i świadomie – inaczej albo zostaniemy zarzuceni śmieciowym jedzeniem, albo będziemy zmuszeni przestać jeść w ogóle.

3 responses »

  1. Sykofanto, gdzie u nas możesz kupić jaja jedynki, to już ci mówiłam (są to zresztą znane Ci z mojej fotorelacji tzw. jaja dla elity;))Kupuje je i są istotnie pierońsko drogie, ale póki mnie na nie stać, póty będę je kupować.

    Ad meritum – problem jest bardzo poważny, o ile się nad nim głębiej zastanowić. Tak jak kury w ciemnych klatkach, tak jak imigranci pracujący za dolara dziennie, jak rolnicy zmuszani do kupowania wciąż nasion, które mogliby mieć za darmo, tak i my, jedzący mięso myte amoniakiem i inne rewelacje jesteśmy tylko trybikiem w maszynie do robienia kasy. Nie sadze, żeby ten stan rzeczy dało się łatwo zmienić, prawdą jest jednak, ze większe możliwości wywierania nacisku na korporacje maja konsumenci, do których kierowana jest „oferta”, niż dostawcy i pracownicy, którzy tę „ofertę” wytwarzają. Jestem zdania, ze należy świadomie kształtować nie tylko swoje nawyki żywieniowe, ale wszelkie życiowe nawyki jako takie, bo problem nie dotyczy tylko jedzenia. Zauważ, że tak jak kury są traktowane jak nieunerwiony kawałek mięcha, tak my jesteśmy traktowani jak neunerwione chodzące portfele, z których trzeba wyciągnąć ile się da. Kto teraz sam gotuje obiad, sam skraca spodnie, sam szyje firanki, sam robi dżemy i ogórki kiszone? Zajęcia ZPT w szkole były może „reliktem przeszłości”, ale jednak przekazywały pewne praktyczne umiejętności – teraz dąży się do tego, abyśmy posiedli tylko jedną umiejętność – wydawania pieniędzy. Poza tym możemy jak te kury – siedzieć w piwnicy (platoński :P) i żreć.
    Ale – my mamy większą możliwość manewru niż one.

  2. Pingback: Do przeczytania (1) « figulacha z makulachem

  3. Nadzieję na poprawę jakości żywności i ogólnych nawyków żywieniowych daje rosnąca moda na „dobre jedzenie”. Cały czas popularność zyskują kanały kulinarne w tv, a to w jakiś sposób przyczynia się do tego, że ludzie zaczynają gotować sami, poszukują lepszych składników itp. A zwykle lepszy=chodowany tradycyjnymi metodami. Ciężko o świetny smak w przypadku produktów wytwarzanych „na taśmie”. Niestety przynajmniej w naszym kraju dostęp do lokalnych serów, mięs itp. od lokalnych producentów jest trudny, trudniejszy niż np. we Francji. Pozostaje szukanie tych rzeczy w sklepach, a to juz niestety koszty. Moim zdaniem pogłębiać się będzie podział między ludzmi jedzącymi fast-foody i ludźmi świadomymi tego co jedzą i poszukującymi smaku, a nie tylko zapełniacza żołądka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s