W świecie słodkości

Standardowy

Zgodnie z obietnicą, chciałbym przedstawić wam moje ulubione książki kulinarne. Można powiedzieć, że jest to akcja „Co czytasz, z czego gotujesz” zapoczątkowana przez Liskę na jej blogu White plate. Jeżeli jeszcze nie czytaliście o jej ulubionych pozycjach, a lubicie książki z ciepłą, poetycką atmosferą, to polecam wam jej wpis. U mnie będzie zupełnie co innego, w zupełnie innym stylu i zupełnie o innych książkach (przynajmniej na razie :P).

Mój cykl książkowy chciałbym zacząć od pozycji, którą kilka lat temu dostałem na urodziny od bardzo bliskiej mi osoby. Już to uczyniło tę książkę szczególną. Później całkowicie dałem się pochłonąć jej niezwykłości. Chciałbym wam więc zaprezentować jedną z moich ukochanych książek: Desery wykwintne a nawet wyrafinowane Rafała Włudyki.

okładka książkiKsiążka ta wprowadza nas w świat profesjonalnego cukiernictwa. Nie do końca jest to książka, z której z przyjemnością można korzystać w kuchni, gdyż wiele przepisów jest po prostu niemożliwych. Niemożliwych do wykonania w przeciętnej kuchni. Autor wprowadza nas bowiem w świat profesjonalnej terminologii i sprzętu. Ktoś, kto nie posiada rękawa (worka) cukierniczego, maszynki do lodów i kuchennego termometru o zakresie od -30 °C do przynajmniej 200 °C, nie wykona więcej niż połowy z zaprezentowanych tam przepisów. Desery z tej książki są bowiem naprawdę wyrafinowane, wieloskładnikowe, wymagające czasu, cierpliwości i precyzji. Dlatego tylko kilka razy korzystałem w niej z kuchni. Ma ona dla mnie zupełnie inną wartość.

Po pierwsze, zdjęcia są w niej przepiękne. Nie da się ich porównać z niczym innym. Jest to po prostu album sztuki, gdzie sztuką są zarówno potrawy (dekoracja każdej potrawy jest przygotowana w całości z jadalnych składników!), jak i same zdjęcia. Godzinami mogę przeglądać te zdjęcia, studiując każdy szczegół, dumając nad techniką wykonania ozdób i marząc o zjedzeniu prezentowanego deseru. Nigdy i w żadnej książce nie spotkałem piękniejszych zdjęć.

Po drugie, choć rzadko przygotowuję opisane w książce desery, często inspiruję się nimi lub wykorzystuję przepisy na któryś z elementów deseru (np. lody, ganasz czekoladowy). Przepisy są w pełni profesjonalnie opracowane, a przez to pewne. Jeżeli postępuje się zgodnie ze wskazówkami autora, dana rzecz nie może nie wyjść. Do tego połączenia smakowe są często zupełnie niesamowite (np. lody bazyliowe w chrupiącym ciastku z pomidorami w syropie makowym) i zachęcające do prowadzenia doświadczeń na własną rękę. A jeżeli ktoś nie lubi ekstremalnych smaków, książka oferuje też wiele pysznych i bardziej klasycznych połączeń. Często więc zawarte w niej przepisy stanowią dla mnie po prostu inspirację smakową, którą realizują prostszymi i bliższymi mi środkami.

fotografia wnętrza książkiPo trzecie, książka naprawdę jest wprowadzeniem w świat profesjonalnego cukiernictwa. Poza technicznym słownictwem w książce opisanych jest też wiele podstawowych technik cukierniczych. Na końcu znajduje się dodatek, w którym autor prezentuje przepisy na kruche ciasto, kilka rodzajów biszkoptu, bezę włoską (wiecie, że istnieją trzy rodzaje bezy: francuska, włoska i szwajcarska – kto zgadnie, czym się różnią), przeznaczony na dekoracje karmel i wiele innych ciekawych rzeczy. Jest też tabela prezentująca gęstości cukrowego syropu (w skali Baumé) oraz informacje o temperowaniu czekolady, czyli o tym, jaką powinna mieć temperaturę, gdy chcemy z niej coś zrobić i w jakiej temperaturze ma zastygać, aby się później zbyt szybko nie rozpuszczała (przy okazji jest też pokazane, jak zrobić wachlarze z czekolady). Tak więc, jeśli ktoś nie czuje się na siłach, aby wcielać te przepisy w życie, może po prostu je poczytać – odsłonią się wtedy przed nim kulisy słodkiego świata cukierników. Ja dzięki tej książce wyzbyłem się zawstydzenia, jakie mnie ogarniało, gdy widziałem profesjonalnie i przepięknie udekorowany deser. Teraz wiem, jak to jest zrobione, i wiem, że gdybym miał odpowiedni sprzęt oraz dużo cierpliwości i zapału, też mógłbym się nauczyć. Co nie znaczy, że dekorowane np. czekoladowymi kartami ciasta lub przypominające czekoladowe klejnoty pralinki przestały być dla mnie zachwycające i magiczne.

Książkę polecam każdemu. Szkoda, że jej autor od tamtej pory nic już nie wydał…

8 responses »

  1. rzeczywiscie szkoda, ze na jednej ksiazce sie skonczylo. Co do zagadki o bezie. Pewna jestem wloskiej w ktorej piana z bialek zaparzana jest lukrem. Francuska jest ubijana na parze? A szwajcarska to cukier do ubitej piany? Czy odwrotnie? Nie pamietam, a sprawdzac nie bede.

    PS: Podoba mi sie pomysl na przedstawienie ksiazek z technikami. A ja, przy okazji, zobacze polskie ksiazki kucharskie, bo mam braki w wiedzy.

  2. Odwrotnie😀 Francuska do cukier do ubitej piany, a szwajcarska jest na parze😀

    A w Polsce obecnie sporo książek pisanych przez „gwiazdy”. Niestety…

  3. Ja obstawiam, że francuska jest pieczona, a szwajcarska na parze🙂
    A pomidory i bazylia to takie połączenie, że na pewno również w wersji lodowej smakuje wyśmienicie.

  4. Dziękuję! Bardzo, bardzo mi miło i zachęca mnie to do wznowienia starań, bo już lata świetlne nie pisałem.

    Niestety, na początek muszę pomarudzić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s