Sprytne bakterie

Standardowy

Ci, którzy mają nieprzyjemność rozmawiać ze mną osobiście, wiedzą doskonale, że dwa tematy (powiązane ze sobą) zatruwają ostatnio mój umysł: studia, czyli znane wszystkim historie z serii „A to Polska właśnie!”, oraz bakterie i inne mikroby. Dyskusja staje się czasem uciążliwa dla współrozmówców, bo na świecie tyle się dzieje (piszą o tym na onecie, kozaczku, pudelku i w internetowym wydaniu wyborczej), a ja wciąż o jednym. Tylko bakterie kwasu mlekowego, produkcja jogurtu, badania nad przeżywalnością mikroflory technicznej w jogurcie/śmietanie/mleku acidofilnym (niepotrzebne skreślić) przechowywanych w warunkach chłodniczych. Czasem patogeny żywności. Koszmar!!

Jak więc można się spodziewać i tym razem będzie nie o czym innym, jak właśnie o bakteriach. Na szczęście zupełnie wyjątkowo nie zamierzam się rozpisywać. Jeżeli nie zniechęciłem was dostatecznie do dalszej lektury, to zapraszam…

Przechodząc od przydługiej dygresji wstępnej (Słowotok – powinienem mieć na drugie imię) do konkretów:

W najnowszym, marcowym numerze Świata Nauki znajdziemy rewelacyjny artykuł Bakterie na wojennej ścieżce. Artykuł prezentuje kilka różnych (badanych obecnie) strategii działania stosowanych przez patogeny takie, jak Salmonella, Helicobacter pylori czy E. coli (szczep O157). Artykuł jest zarówno interesujący, jak i dobrze napisany:

Tir i część innych białek efektorowych zmieniają również funkcjonowanie szkieletu komórki. Pod ich wpływem jego podstawowy element, aktyna, polimeryzuje w takie sposób, że uwypukla na zewnątrz część błony komórkowej, tworząc specjalny piedestał. Na nim, jak na tronie, wygodnie spoczywa E.coli, pozostając na zewnątrz komórki, gdy tymczasem wstrzyknięte do jej wnętrza toksyny i białka efektorowe wykonują brudną robotę.

Nie chcę nikomu psuć niespodzianki (dla niektórych oczywiście to żadna niespodzianka), co jest dalej, więc ograniczę się do tego krótkiego fragmentu.

O strategii innej baterii (również wspomnianej w artykule), Helicobacter pylori można przeczytać także w tym wpisie, na zacnym blogu Pani Doktor Mikrobiolog.

Na zakończenie chciałbym zmienić nieco temat i polecić uwadze moich nielicznych czytelników tekst absolutnie rewelacyjny. Jest długi, ale warto przeczytać do końca (ja osobiście czytałem z zapartym tchem). Tekst doskonale objaśnia, dlaczego nie należy zbytnio ufać „naukowym” wzmiankom na 300 słów zamieszczanym powszechnie na marginesach działów naukowych gazet i w rubrykach z ciekawostkami magazynów, a ostatnio także na ekranach w metrze. Chodzi oczywiście o te doniesienia zaczynające się zawsze od „Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych donoszą, że związki czynne zawarte w (wybrać dowolny owoc, warzywo, korzeń itp.) wpływają korzystnie na leczenie (jakaś choroba) oraz znacznie przyspieszają (np. gojenie się ran, wzmacnianie struktury paznokcia, rekonwalescencję po chorobie)”. Dlaczego bzdury to najczęściej i tyko bzdury? Dowiecie się po lekturze Sporothrychilina z piwa leczy raka, impotencję i depresję in vitro.

SUMMARY

Author of this text, in order to his personal interest, would like to recommend very interesting article published in the newest issue of polish version of Scientific America – Świat Nauki. Article is about strategy of infection used by pathogen bacteria such as Salmonella, Helicobacter pylori or Eschericha coli (O157 stain). Similar and also very interesting text about Helicobacter pylori you can also find here.
Last but not least article, which is worth recommendation, is the text explaining why we shouldn’t trust in short medical or nutrition news printed at the margin of newspaper’s scientific sections, news sections of magazines and shown on the subway’s screens. This text you will find here.

15 responses »

  1. O, jak ja bym z przyjemnością pogadała z Tobą na tematy mikrobiologiczne🙂. Czasem próbuję zagadywać męża, żeby zainteresował się takimi fascynującymi kwestiami, jak: obecność bakterii w ludzkiej paszczy, mechanizmy oporności na cefalosporyny czy diagnostyka gruźlicy (patogeny żywności też są fajne). A on, zupełnie nie wiedzieć czemu, nie chce jakoś🙂. I muszę się produkować na blogu…

  2. No właśnie widzisz, ja też się muszę w necie produkować, bo co komuś zaczynam opowiadać, to ludzie wychodzą.

  3. A tak na marginesie i zmieniając temat, to jak ustawić sobie, żeby nick był linkiem do strony. Szumak i szukam tej opcji na WordPressie i nie mogę znaleźć…😦

  4. Może nie masz ustawionego swojego bloga („website”) w „Contact info” (w ” Edit Profile”)? Ja mam ustawione, i kiedy komentuję na blogach wordpressowskich, to nie muszę się logować. A na innych – muszę, i wtedy sama wpisuję adres strony.

  5. Ja mam nadzieję, że dla mnie za kilka lat otworzy się ta szansa znęcania się nad studentami. Wiem, że mnie znienawidzą😛 Póki co jednak, muszę znęcać się nad Synafią, która zgrabnie udaje zainteresowanie (pewnie ze względu na naszą wieloletnią przyjaźń)😛

  6. Och!! Pomogło!! Dzięki… Przeszperałem wszystkie opcję, ale jakoś nie wpadłem, że banalne uzupełnienie profilu wystarczy.😀

  7. @ Sykofanta
    muszę znęcać się nad Synafią
    Biedna Synafia. Zupełnie jak mój biedny mąż😛

    Ja mam nadzieję, że dla mnie za kilka lat otworzy się ta szansa znęcania się nad studentami. Wiem, że mnie znienawidzą
    Dlaczego mają znienawidzić? O mnie mówili, że „u tej to jest ciężko”, ale potem przychodzili i dziękowali, twierdząc, że coś z tej mikrobiologii załapali. Serio mówiąc, uważam, że słusznym jest powiedzenie, że nauczyciel ma nie tyle nawet pomagać studentom (choć i to jest momentami potrzebne), co im przynajmniej nie przeszkadzać. Jak studenci są niegłupi i dorzeczni (a takich miałam większość), to sobie dadzą radę. A w ogóle to bardzo tęsknię za uczeniem🙂

  8. Sykofanto, udaję tylko czasem😉 W większości wypadków naprawdę jestem zainteresowana! Ale to właśnie ze względu na naszą wieloletnią przyjaźń, przejmuję osmotycznie część Twych zainteresowań. Tak jak Ty ongi cieplejszym okiem spojrzałeś na Euzebiusza z Nikomedii, który oplątał św. Atanazego siecią intryg😀

  9. @ Sporothrix
    Tak, wiem to… Ja do dziś jestem wdzięczny mojej nauczycielce greki (choć z greki już niewiele pamiętam, ale niegdyś naprawdę była mi bliska). Pani była ostra i nieprzejednana, ale dzięki temu deklinacje nie miały dla mnie tajemnic, a po dziś dzień pamiętam, co to jest metathesis quantitatis (mówiąc po ludzku: przestawka jakościowa :P).

    Poza prowadzeniem jakiś w miarę dorzecznych badań, uczenie jest tym, czym bardzo chciałbym się zająć. Niegdyś koleżanka mi powiedziała, że dla niej chemia to czarna magia, ale jak ja coś wyjaśnię, to to jest tak po ludzku i ona od razu lepiej rozumie😀 To tak w ramach skromności.

    Na razie sam wracam do nauki, abym miał później czego uczyć…😀

  10. @ Synafia

    Ja z dawnych czasu najmilej wspominam pisma Konstantyna, które były tyczką, po której wspinała się winorośl Twojej pracy magisterskiej.😀

  11. Pingback: “L” jak listerioza « figulacha z makulachem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s