Category Archives: Moje przepisy

Dużo zdrowia w nowym roku

Zwykły wpis

Przez święta nie pisałem, może się obijałem, może byłem zajęty… Sam właściwie nie wiem. W każdym razie mamy już nowy rok (2010: Wszystkiego dobrego!) i czas na postanowienia noworoczne, które i tak pewnie nie zostaną wypełnione. Czy będę się tym jednak przejmować? Oczywiście, że nie!

Postanowienie 1.: Jeść zdrowo, smacznie i rozsądnie.
Postanowienie 2.: Nie jeść świństw na mieście.
Postanowienie 3.: Ruszać się więcej.
Postanowienie 4.: Lepiej organizować swój czas.

Z postanowieniem 4. już teraz mam problem, ale pierwsze trzy zaczynam wcielać w życie. Jutro siłownia, a dziś przygotowanie obiadu na jutro do pracy. Obiady do pracy muszą spełniać kilka warunków: mają być smaczne, zdrowe, łatwe do odgrzania i przede wszystkim proste do zrobienia. Read the rest of this entry

Reklamy

Boeuf Bourguignon

Zwykły wpis

Słynny przepis Julii Child na burgundzką wołowinę w końcu do nas dotarł! Po obejrzeniu filmu Julie & Julia byłem tak zachwycony, że od razu zacząłem szukać więcej i więcej wiadomości o pani Child. Oczywiście pierwsze, czego chciałem się dowiedzieć, to czym konkretnie jest i jak się robi owo bif burginią. Ze względu, że nasza rodzima kuchnia była swego czasu (jak i cały dwór polski) pod silnym wpływem Francji, a francuska kuchnia przez długi czas była synonimem gastronomii europejskiej, pomyślałem, że przepis na to wołowe danie na pewno znajdę w polskiej biblii kuchennej, monumentalnym (choć nieporównywalnym z książką Julii) dziele Kucharz i Gastronom. Tak więc rozpocząłem przeszukiwanie spisu treści w dziale z przepisami na potrawy mięsne, w sekcji z wołowiną… Read the rest of this entry

Mazurska książka kucharska: risotto z warzywami

Zwykły wpis

Zgodnie z obietnicą poczynioną dawno temu czas przedstawić drugi przepis na risotto. Ze względu, że białe risotta wydają mi się szlachetniejsze, przepisem tym chciałbym nawiązać do jakiegoś większego, okolicznego miasta, pozostając jednak w duchu kempingu. Wybór mój padł oczywiście na Olsztyn. Przyczyny były dwie. Po pierwsze Olsztyn to jedyne duże, okoliczne miasto, które odwiedziłem w trakcie moich wakacji. Po drugie jest to dla mnie miasto-wydmuszka, miasto, które w sumie nie jest aż tak bardzo miastem. ‚Jak to?’, zapytacie.

W Olsztynie mają kilka zabytków, z czego w ogóle wart zachodu jest jedynie Zamek Kapituły Warmińskiej (a i tak eksponaty tam prezentowane wyglądają jak efekt braku miejsca w składziku lub piwnicy, w której zwykle upycha się rupiele). Tamtejszy uniwersytet jest niemożliwy do odnalezienia, mimo dokładnego oznaczenia na mapach, gdyż wygląda jak zwykły blok i tak idealnie wtapia się w otoczenie, że można go tylko przeoczyć, a na pewno nie zauważyć. Read the rest of this entry

Mazurska książka kucharska: risotto pomidorowe

Zwykły wpis

Dryfując po wodach, lasach i polach Warmii i Mazur lub, mówiąc mniej poetycko, kempingując w samym centrum niczego, zazwyczaj nie mamy jak i kiedy przygotować godziwego posiłku. Przez godziwy rozumiem tu posiłek, który nie został przed podgrzaniem wyjęty z puszki lub w celu przygotowania zalany wrzątkiem. Oczywiście nikt (choć może są tacy maniacy) na kempingu nie będzie gotował przez 4 godziny delikatnego rosołku na indyczych szyjach, ani redukował pół dnia dosmaczonego calvadosem grejpfrutowego sosu do zapiekanej wątróbki wołowej. Nie wspominam nawet o tym, że składniki na te specjały mogą być trudno dostępne w jedynym w promieniu 10 km wiejskim sklepie. Po prawdzie nie kupimy ich raczej nawet w największym supersamie, jeśli w okolicznej mieścinie takowy się znajduje (w Świętajnie, koło którego byłem, są nawet dwa i w żadnym nie ma wspomnianych składników). Read the rest of this entry