Category Archives: Reportaże

Pamiętnik mazurski – cz. 3

Zwykły wpis

O Olsztynie nie będę się już rozpisywał, bo wiele napisałem już poprzednio, przy okazji podawania przepisu na kolejne risotto, z warzywami tym razem. Nadszedł jednak czas na trzecią i ostatnią część cyklu mojego fotograficznego pamiętnika z Mazur. Zamieszam ją już dziś (mimo iż niedawno był nowy wpis), gdyż nadszedł czas na pewne zmiany. Długo nie mogłem znaleźć właściwego tematu na tego bloga, nie bardzo wiedziałem, o czym pisać, a pisać o sobie (mimo całego fotopamiętnika) nie lubię za bardzo. W końcu jednak odnalazłem inspirację i wiem już, co dalej będę tu pisywał. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom może mniej będzie o dietach, ale na pewno wiele o jedzeniu. O dobrym jedzeniu i jego historii. Trochę też doniesień naukowych najświeższych (tu może nawet nie tylko „jedzeniowych”). O wszystkim jednak dowiecie się już wkrótce. Czekajcie zmian i obserwujecie wszystko uważnie. Read the rest of this entry

Reklamy

Pamiętnik mazurski – cz. 2

Zwykły wpis

Bawiąc na Mazurach, odbyliśmy wycieczkę do Spychowa. Konkretnie zamierzaliśmy dotrzeć do nieczynnej śluzy z siłownią wodną, bo w samym Spychowie, jak w każdej tego typu mieścinie, nie ma za bardzo nic do oglądania. Dodatkowo, co trzeba podkreślić, Spychowo jest miastem nieco fikcyjnym, gdyż nazwa ta została mu nadana dopiero 1960 roku. Tak więc to nie Jurand pochodził ze Spychowa, ale Spychowo wzięło swoją nazwę od Juranda. Chciano w ten sposób chyba uświetnić tę nic nie znaczącą miejscowość, a miejscowy browar rozpoczął nawet produkcję całkiem niezłego piwa Jurand, które zresztą było pierwszym, jakie w swym życiu spróbowałem.

Skąd ta nagła odmiana nazwy? Otóż miejscowym nie podobała się poniemiecka nazwa Pupy, dokładniej Puppen, czyli Lalki. Nikt oczywiście miejscowości Lalkami nie nazywał (choć na niektórych mapach poszukiwana przez nas śluza nadal podpisana jest jako śluza „Lalki”), a niemiecka nazwa wszystkim nieodmiennie kojarzyła się z tylną częścią ciała, tą konkretnie, przed którą kończą się plecy. Read the rest of this entry

Pamiętnik mazurski – cz. 1

Zwykły wpis

W tym roku, jak wiedzą niektórzy, postanowiłem wybrać się na wakacje na wieś. Potrzebowałem ciszy, spokoju, relaksu. Chciałem odpocząć od zgiełku miasta. Nie była to wyprawa kulinarna, choć przecież w pewien sposób gastronomicznie inspirująca.

Na miejsce wypoczynku tendencyjnie wybrałem okolice jeziora Świętajno. Tendencyjnie, bo spędziłem tam pierwszych 18 wakacji swojego życia. Odkąd skończyłem dwa lata jeździłem z rodziną nad Świętajno co roku. Stacjonowaliśmy albo w ośrodku wędkarskim, albo u okolicznego gospodarza. Zawsze wybieraliśmy maleńką, położoną nad samym, doskonale czystym jeziorem i otoczoną pięknym, gęstym a jasnym lasem wieś Racibór (niesłusznie na większości map określaną jako Racibórz*). Tym razem też tam właśnie się wybrałem, i choć nie miałem zamiaru łowić ryb, zatrzymałem się właśnie w ośrodku wędkarskim. Warunki były dość spartańskie, kierownik ośrodka dwukrotnie narzekał na nasz pobyt (w końcu wędkarzami nie jesteśmy), ale ogólnie było przyjemnie. Read the rest of this entry